Szukasz pomocy?


Uśmiechnięta kobieta z ciemnymi włosamiPoznaj historię naszej klientki Magdy.

Warto.

Magdalena jesteśmy ogromnie wdzięczni za włożony czas w napisanie tej wspaniałej historii.

Jesteśmy przekonani, że te informacje pomogą wielu osobom.

Moje problemy ze zdrowiem na dużą skalę zaczęły się pewnie w okolicach 2011 roku, nawet trudno mi powiedzieć kiedy dokładnie. Najpierw pojawiły się problemy ze strony przewodu pokarmowego. Szczególnie uciążliwe były wzdęcia i bóle brzucha, do tego duże wahania wagi, chociaż z tym akurat miałam problem odkąd pamiętam…

Wtedy też zaczęła się moja sztacheta po lekarzach-specjalistach. Diagnozowano mi:

  • kandydozę i posadzono na dietę bezwęglowodanową na chyba rok,
  • przerost flory bakteryjnej i leczono antybiotykami (bez badań, oczywiście, na podstawie wywiadu); brak rezultatów leczenia oczywiście w żaden sposób nie stanowił podstawy do wykonania jakichkolwiek badań),
  • chroniczne zapalenia żołądka – tu już weszła gastroskopia, no i inhibitory pompy protonowej – trochę pomogło, żołądek aż tak nie bolał,
  • zespół jelita drażliwego – dostałam jakieś tabletki i przepisano mi dietę lekkostrawną (wątrobową). Na moje stwierdzenie po miesiącu leczenia, że nie czuję się lepiej, lekarz się ze mną nie zgodził (dosłownie, powiedział „nieprawda, czuje się pani lepiej”). Na moją prośbę o próbę znalezienia przyczyny problemu usłyszałam, że nie jest to możliwe, ponieważ potencjalnie możliwych przyczyn jest zbyt wiele.

Dodam tylko, że odwiedziłam wielu lekarzy gastrologów oraz alergologów, zarówno na NFZ jak i prywatnie. Każdy z nich miał swoją wizję, jednak żaden z nich nie skierował mnie na ŻADNE BADANIA. Wyjątkiem jest gastroskopia, na którą skierował mnie zakładowy lekarz, bo akurat udało się, że raz w tygodniu pojawiał się u mnie w pracy. Za co zawsze będę mu wdzięczna.

U każdego z lekarzy na przestrzeni około 5 lat prosiłam o skierowanie na badania w kierunku alergii pokarmowych, które u siebie podejrzewałam. Nigdy się takiego nie doczekałam.

Poszukując rozwiązań trafiłam do gabinetu biorezonansu z urządzeniem BICOM. Zdiagnozowano u mnie lamblię i już nawet nie pamiętam co. Chodziłam co tydzień na terapię. Po jakimś czasie po prostu przestałam z poczuciem oszukania i zażenowania. Na długo zraziło mnie to do takich „szamańskich metod”.

Na tym etapie doświadczyłam już permanentnego bólu żołądka i zmagam się z chronicznym przemęczeniem. Raz na kilka miesięcy zgłaszałam się z tym do lekarza, który zleca morfologię krwi. Wszystko było w normie.

Cierpiałam na regularne i częste infekcje dróg moczowych. Wystarczyło, że zrobiło się trochę chłodniej. Nie musiałam przy tym wychodzić z domu. Mój „termometr” działał bezbłędnie.

W międzyczasie trafiłam gdzieś na ofertę badań alergii pokarmowych z krwi (ImuPro). Było to pieruńsko drogie, ale stwierdzałam, że coś muszę robić (jesteśmy w roku 2015). Moje przypuszczenia potwierdziły się – badanie wykazało liczne alergie pokarmowe. Przeszłam na dietę eliminacyjną i po raz pierwszy od wielu, wielu lat poczułam się lepiej! Co ciekawe w pierwszym miesiącu „zgubiłam” 1,5 rozmiaru odzieży, choć waga spadła może o 1-2 kg. Po prostu byłam tak spuchnięta…

Trzymanie się diety nie było łatwe (miałam alergię na rzeczy, bez których gotowanie bywa trudne) i wymagało pewnego wysiłku, ale było warto – naprawdę czułam poprawę.

Po jakimś czasie wylądowałam ponownie u alergologa. Wiedziałam, że zdarza się, że nietolerancje pokarmowe znikają po jakimś czasie i chciałam to sprawdzić. Myślałam, że teraz już będzie łatwiej. Pani alergolog raczyła wyśmiać testy, które zrobiłam (choć do tego momentu jest to jedyna rzecz, która mi faktycznie pomogła), dowiedziałam się, że aby skierować mnie na testy na nietolerancję tych składników musze najpierw zrobić panele podstawowe. Znów zapłaciłam niemała kwotę za panele, które nic mnie pokazały. Pani doktor powiedziała, że może mnie skierować na badanie w kierunku nietolerancji glutenu, a potem zobaczymy. Poddałam się.

Minęło prawie 5 lat… jakiekolwiek odstępstwa od diety powodowały zaognienie stanów zapalnych w żołądku, więc pozostałam na diecie. Jak się czułam? Cóż sam fakt, że mogłam zjeść i doświadczać po tym bólu żołądka był odkryciem. A poza tym? Poza tym byłam tak wyczerpana, że zdarzało mi się przyjść po pracy do domu i zasnąć ze zmęczenia. Obowiązki domowe? Umycie naczyń było tak męczące, że zaraz po nim musiałam się położyć, bo nie dawałam rady ustać na nogach. Lekarz. Morfologia. Wszystko w normie.

Początkiem 2020 roku spotkałam się ze znajomymi i usłyszałam historię, w którą aż trudno było uwierzyć. Wiedziałam, że koleżanka zmagała się z poważnymi problemami ze zdrowiem i na przestrzeni ostatnich miesięcy odwiedziła wiele klinik specjalistycznych, które, jak się okazało nie były w stanie postawić diagnozy. Takim sposobem koleżanka trafiła na Biznesowy Klub Zdrowia a stamtąd do gabinetu Natur Salus na biorezonans. To od niej dowiedziałam się, że istnieją różne urządzenia do biorezonansu, które wymagają odpowiedniej obsługi i konserwacji, innymi słowy: biorezonans - biorezonansowi nierówny.

Postanowiłam spróbować jeszcze raz. Sama wybrałam się na Biznesowy Klub Zdrowia, porozmawiałam z prowadzącym. Wtedy też podjęłam decyzję o tym, że trzeba wziąć sprawy w swoje ręce. Zadbałam o oczyszczanie, zbadałam poziom witaminy D3, umówiłam się na biorezonans.

Do Pisarzowic mam więcej niż 150 km w jedną stronę i zupełnie mi to nie przeszkadzało. Badanie jest zupełnie neutralne, a w czasie gdy urządzenie wykonuje pomiary specjaliści z Natur Salus robią dodatkowo wywiad. Wyniki otrzymałam od razu, przeanalizowaliśmy je wspólnie, dostałam też zalecenia – suplementację i zmianę niektórych nawyków.

Okazało się, że kiepski stan mojego organizmu zawdzięczam krętkowi borelii. Mój żołądek, jelita, stawy, drogi moczowe – były dosłownie siedliskiem tych paskud. Dodatkowo mój organizm był praktycznie zupełnie pozbawiony witaminy D. Trzeba było uzupełnić niedobory, wziąć się solidnie za oczyszczenie i regenerację żołądka i jelit, no i oczywiście wypowiedzieć wojnę borelii.

Poza dietą odkwaszającą (nie dla cukru i żywności przetworzonej, więcej kiszonej w diecie) przepisano mi suplementację DuoLife:

  • Boreliss 2x2 kapsułki
  • Prostik 2x2 kapsułki (do wody)
  • Preselect 3x1 kapsułka
  • Chlorofil 1 kieliszek
  • Aloes 1 kieliszek

Dowiedziałam się, że powinnam pić 30 ml wody na 1 kg masy ciała i że jest to niezbędne, aby oczyszczać organizm zarówno od toksyn, które wytwarzają nieproszeni goście, jak i po to, by ich, czy też to, co z nich zostało usunąć z organizmu. Dodatkowo przyjmowałam witaminę D3 12 000 jednostek na dobę.

Jakim było moje zdziwienie, gdy już w pierwszych tygodniach suplementacji odzyskałam energię, a dźwięk budzika przestał wywoływać u mnie histerię…

Po pół roku pojechałam na badanie kontrolne. Wynik? Borelioza zniknęła! Nie muszę chyba dodawać, że do tego czasu moje samopoczucie wróciło do stanu sprzed całej tej historii. Czułam się po prostu świetnie. Nie był to jednak koniec. Przez wiele lat żyłam w przekonaniu, że jestem niezniszczalna i że zupełnie nie potrzebuję dbać o swoje zdrowie, więc trzeba było się liczyć z tym, że skutki jeszcze przez jakiś czas pozostaną ze mną.

Środowisko w jakim żyjemy obfituje w całą masę zagrożeń – bakterie, wirusy, grzyby, pasożyty są wszędzie. Gdy spada nasza odporność organizm nie potrafi z nimi walczyć, dlatego często kontakt z patogenami doprowadza do tego, że one z nami zostają. I niestety wyeliminowanie jednego problemu, może doprowadzić do tego, że na jego miejsce przyjdzie inny problem. W praktyce nasze ciało, to taka dżungla w skali mikro, zlikwidowanie populacji jednego drapieżnika daje przestrzeń do tego, by rozwijał się inny jeśli tylko nasz organizm nie jest dostatecznie silny, by z nim walczyć.

Po wyeliminowaniu boreliozy okazało się, że mój organizm opanowały przywry. To taki dosyć wstrętny pasożyt, który mocno zatruwa organizm i naprawdę trudno się go pozbyć. Z pomocą oczywiście ruszyły fantastyczne specjalistki z gabinetu Natur Salus. Poddałam się terapii urządzeniem DIACOM SOLO FREQ PERSONAL MEDIO. To taki mały wariant biorezonansu. Ustawia się na nim odpowiednią częstotliwość fal elektromagnetycznych, które niszczą konkretny mikroorganizm. Urządzenie przypina się diodami do nadgarstków.

Podczas jednej sesji ustawione było kilka częstotliwości na różne potwory, a na koniec wykonywana była sesja oczyszczania. Moja terapia trwała 10 dni, robiłam 2 sesje dziennie (co 12 godzin). Następnie pojechałam na kontrolę. Wszystkie przywry zginęły! Wiedziałam, że jestem o krok bliżej do całkowitego wyzdrowienia.

Zostało jeszcze kilka potworów, walka trwa!

To nie jest koniec historii, ale ja na dziś ją kończę. Nie bez powodu z entuzjastycznym okrzykiem. Każdemu, kto zmaga się z problemami ze zdrowiem, wędruje od lekarza do lekarza i każdemu kto poddawał się już sto razy powiem – będzie łatwiej, gdy nie będziesz sam. Jesteś we właściwym miejscu!

Magda Ternetska

Dzięki Wielkie raz jeszcze, jesteśmy przekonani, że ta historia pomoże przy wyborze metod działania z wyzwaniami zdrowotnymi innym, szukającym osobom.